Nielot

Aleksandra Skowronek, była wicemarszałek województwa śląskiego, i swego czasu wiceprezydent Świętochłowic za rządów Delfina, chyba szybko nie wyzdrowieje. Nagroda w postaci stanowiska prezesa zarządu Funduszu Górnośląskiego oddala się w ekspresowym tempie.

A wszystko przez udział w programie prywatnej telewizji wspólnie z Agnieszką Kostempską. Kostempska była tym razem zdrowa, ale Skowronek – chora, na L-4. To zresztą „nowa, świecka tradycja” działaczek Platformy Obywatelskiej (wystarczy przypomnieć kampanię wyborczą Kostempskiej w wyborach o fotel prezydenta Mysłowic). Oraz mania zamieszczania przez Kostempską fotek z byle g…o wydarzenia na fejsie.

Degradacja przez awans czy prestiżowa nominacja? Zdania są podzielone. Wiadomo że wicemarszałek województwa śląskiego, Aleksandra Skowronek rekomendowana na stanowisko prezes Funduszu Górnośląskiego przez marszałka, nie przyjęła nominacji, bo poważnie się rozchorowała. Stąd zwolnienie lekarskie od miesiąca i pytanie dlaczego choroba nie zwolniła pani wicemarszałek z przywileju występowania w tym czasie w programach telewizyjnych.

To ma być nowe otwarcie dla rozwoju całego regionu. W Funduszu Górnośląskim i to fundamentalne. Na miejscu obecnej prezes Bożeny Rojewskiej zasiądzie była wicemarszałek województwa śląskiego, Aleksandra Skowronek. Stąd też, jak należy domniemywać, najpierw rezygnacja z pełnionej przez ostatnie 3 lata funkcji wicemarszałek województwa, a potem mocna rekomendacja na nowe stanowisko. Była wicemarszałek ma być więc od zadań specjalnych. Tyle jeśli chodzi o oficjalne komentarze. Bo te nieoficjalne mówią już o posadzie na pocieszenie.

Aleksandra Skowronek na stanowisku została zastąpiona przez Macieja Gramatykę. Powodem zmian miało być niezadowolenie zarządu województwa śląskiego z dokonań dotychczasowej wicemarszałek.

Do nowych zadań nowej pani prezes będzie nadal należało pozyskiwanie środków unijnych na rozwój przedsiębiorczości w regionie. To cel główny. Na razie jednak nie wiadomo, kiedy będzie realizowany, bo do tej pory nie odbyło się jeszcze posiedzenie rady nadzorczej Funduszu Górnośląskiego, który Aleksandrę Skowronek na nowe stanowisko ma powołać. Inną kwestią, równie istotną jest stan zdrowia byłej wicemarszałek, która od miesiąca przebywa na zwolnieniu lekarskim. Mimo to wzięła udział realizacji nagrania telewizyjnego.

Polecamy obejrzenie materiału TVP Katowice o tym skandalu.

Bryka Delfina

Bieda w Świętochłowicach aż piszczy, ale Delfin będzie woził się autkiem za niemal 200 tysięcy złotych. Kto bogatemu zabroni?

Polecamy obejrzenie tego materiału w regionalnej TVP…

http://www.katowice.tvp.pl/29522934/ile-kosztuje-sluzbowe-auto-prezydenta-miasta

Przeliczcie kasę wydaną na nowe auto np. na obiady dla dzieci czy dotacje do przedszkoli.

Kiedyś jeździł innym autkiem. Ale za bardzo rzucał się w oczy.

Pani Aldona

Jak widać z profilu na Twitterze Aldony Minorczyk-Cichy, ta pani już nie jest rzeczniczka świętochłowickiego magistratu i prezydenta naszej mieściny.

Kariera krótka i bezbarwna.

Pisaliśmy i ostrzegaliśmy , że łaska Delfina zależy od stężenia oparów Kaliny oraz częstotliwości pokazywania Kostempskiego Dawida w TVP Katowice i Radiu Katowice. Jak widać – na próżno.

Pa, pa Aldona!

 

Blisko, coraz bliżej

Przyjaciel Eugeniusza Mosia – przedsiębiorca pogrzebowy Ryszard W. został skazany za wręczenie 50 tysięcy złotych łapówki byłemu prezydentowi Świętochłowic.

Temida był nie tylko ślepa, ale i surowa. Ryszard W. usłyszał półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Wyrok jest nieprawomocny.

http://www.katowice.tvp.pl/27400854/jest-wyrok-w-sprawie-o-korupcje

Kara cieszy. Mamy niejasne przeczucie, że takich wyroków będzie więcej.

Jedno nas smuci – to, że Moś dalej na wolności.

Wycieczka za ocean

Delfin pochwalił się na Facebooku, że przeleciał się samolotem do USA. To kolejna wycieczka na koszt miasta, i zupełnie niepotrzebna. Jest też dobra wiadomość – wrócił, nie poprosił o azyl.

dawid-kostempski

Prezydent Świętochłowic wyrasta na światowca. Podróżuje po całym świecie: Cannes, Chiny, a teraz USA.

Po co tam pojechał? Nie omieszkał się pochwalić:

„Wraz z dyrektor Muzeum Powstań Śląskich Haliną Biedą odbyłem roboczą wizytę w Instytucie Józefa Piłsudskiego i Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, w celu nawiązania współpracy dotyczącej propagowania wiedzy i realizacji wspólnych projektów dedykowanych Powstaniom Śląskim. Instytut Piłsudskiego posiada w swoich zasobach ok. 150 metrów bieżących archiwów (szacowane na 1 mln stron dokumentów). W zbiorach Instytutu znajduje się m.in. archiwum Powstań Śląskich wywiezione z kraju we wrześniu 1939 roku. Dokumenty te mają unikatową wartość, nie tylko dla Śląska, ale i historii Polski”.

Nie wiemy, jaki naprawdę był cel tej wizyty, bo z takimi ambicjami Dejwid Kostempsky mógł się spotkać np. z Barackiem Obamą, Donaldem Trumpem lub Hilary Clinton (jak Elę Bieńkowską). I np. tę ostatnią zaprosić na spacerek nad Kalinę. Mógł. Ale tego nie zrobił. Szkoda.

Wymyślił, że wpadnie do Instytutu Piłsudskiego, i walnie sobie z Haliną Biedą kilka fotek. Żona została w domu. A Karcz pilnował gospodarstwa w Świonach.

Kostempski gazet nie czyta (bo nie chwalą go już tak, jak dawniej), telewizji nie ogląda z tych samych powodów, a i kolegów w radiu też jakby brak, dlatego nie ma pojęcia, że archiwalia Powstań Śląskich od dobrych kilku lat znajdują się w Archiwum Państwowym i Muzeum Śląskim w Katowicach.

Jakby zapytał, to podpowiedzielibyśmy. No, ale wycieczki by nie było…

Mediacja, czyli zabieg

Na miejscu Delfina, absolwenta „słynnego” Wydziału Prawa i Administracji US w Katowicach oddalibyśmy dyplom magistra prawa.

Dlaczego? Otóż robienie wydarzenia z „mediacji” z VIG w sprawie złożonego pozwu o zapłatę kilkunastu milionów złotych to kolejna ściema. Tyle w „temacie” Kaliny.

katorżnik2

fot. z FB Dawida Kostempskiego

Mediacje to normalna kolej rzeczy w procesach cywilnych. W sprawach cywilnych jest instytucją, która została wprowadzona do polskiego porządku prawnego w 2005 roku.  Cyrk pt. mediacja nie jest drogi. Kosztuje kilkaset złotych. Doskonale natomiast wyczuwamy, o co chodzi. Ano o to, żeby oddalić czarne chmury nad ekipą Delfina.

Zrobienie show pt. konferencja po kontroli NIK, to niewypał. Kontrolerzy potwierdzili to, co było od dawna wiadome.

Darmowa ściąga dla Delfina i jego wyznawców w sprawie mediacji:

1 stycznia 2016 r., weszły w życie nowe przepisy kodeksu postępowania cywilnego zmieniające zasady prowadzenia mediacji (ustawa z dnia 13 października 2015 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem polubownych metod rozwiązywania sporów). Celem nowelizacji jest rozszerzenie i upowszechnienie wykorzystywania mediacji w sprawach cywilnych, zwłaszcza pomiędzy przedsiębiorcami.

Skutkiem zmian ma być szersze i częstsze wykorzystywanie
mediacji, a co za tym idzie, skrócenie i usprawnienie procesów sądowych oraz obniżenia kosztów sporów, zarówno po stronie obywateli jak i państwa.

Zmiany w procedurze układają się w etapy w trakcie, których przekazywana jest wiedza na temat polubownych metod rozwiązywania sporów

Warto też pamiętać, że bezskuteczne jest powoływanie się w toku postępowania przed sądem lub sądem polubownym na propozycje ugodowe, propozycje wzajemnych ustępstw lub inne oświadczenia składane w postępowaniu mediacyjnym.

Powiedzmy to wprost – zgoda na mediacje to nic innego jako gest dobrej woli ze strony spółki VIG. I naprawdę nie oznacza, że stanie się cud, i Kalina przestanie śmierdzieć.

Nadal nie wiadomo, dlaczego kaucja, którą wykonawca prac w projekcie „pachnącej Kaliny” wpłacił (zgodnie z umową) na konto magistratu, nie znajdowała się na wydzielonym koncie? Dopiero komornik musiał ją zająć…

Ale wszyscy wiemy, o co chodzi. Ale tu nawet najdroższy dezodorant nie pomoże.

 

 

Kontrola NIK

Zakończyła się kontrola NIK w Świętochłowicach. Nie jest tak świetnie, jak życzyłby sobie tego Delfin i kumple z akwarium. Jest gorzej.

Kontrolerzy NIK zajmowali się badaniem „Realizacji projektu „Oczyszczenie i zabezpieczenie przed wtórną degradacją stawu Kalina oraz rewitalizacja terenu przyległego” przez Gminę Świętochłowice”. Lektura jest ciekawa.

Podczas podpisania umowy o dofinansowanie w marcu 2012 r. Kostempski perorował:

Zatruty fenolem i cuchnący staw Kalina, który przez lata był dla władz i mieszkańców ekologicznym wyrzutem sumienia, już wkrótce stanie się dumą i perełką okolicy.

Na spacer wokół Kaliny w 2012 r. namówił nawet ówczesną minister Elżbietę Bieńkowską, która przyłączyła się do chóru:

Ten, pierwszy w regionie i największy w kraju projekt rewitalizacji, będzie dowodem na to, że warto pokonywać bariery by wykorzystać unijne dotacje dla zmieniania otoczenia przyrodniczego i przywracania naturze zniszczonych przez człowieka terenów.

Na zdjęciu poniżej są jeszcze drzewa…

DK i EB

 

 

NIK nie miał zastrzeżeń, co do wyboru wykonawcy prac przy tej inwestycji, czyli spółki VIG.

Przetarg na realizację robót został ogłoszony 8 marca 2013 r. Wzięło w nim udział dwóch oferentów. Zamawiający wybrał ofertę konsorcjum Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe VIG11, które zaoferowało znacznie niższą cenę od oferty złożonej przez drugiego oferenta [Cena w ofercie PHU VIG – 26,3 mln zł, cena w ofercie drugiego oferenta 48,9 mln zł] .

W związku z powyższym Zamawiający w trakcie prowadzonego postępowania przetargowego, działając na podstawie art. 90 ust. 1 ustawy Pzp13 wezwał pismem z dnia 22 listopada 2013 r. Lidera konsorcjum Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe VIG Sp. z.o.o. do wyjaśnienia wysokości ceny ofertowej.

W odpowiedzi na wezwanie Zamawiającego Lider konsorcjum złożył w dniu 27 listopada 2013 r. wyjaśnienia w sprawie zaoferowanej ceny, które na wniosek Lidera konsorcjum zostały objęte tajemnicą przedsiębiorstwa.

Wobec udzielonych przez Lidera konsorcjum wyjaśnień Zamawiający dokonał wyboru oferty złożonej przez konsorcjum.

Od decyzji Zamawiającego odwołał się do Krajowej Izby Odwoławczej w Warszawie drugi oferent. KIO nie uwzględniła zarzutów zawartych w odwołaniu i wyrokiem z dnia 20 stycznia 2014 r. oddaliła odwołanie.

Dalej robi się coraz ciekawiej. Kontrola NIK udowodniła, że to gmina Świętochłowice przekazała wykonawcy dane, które zaniżały ilość osadów oraz skład chemiczny tego syfu.

Decyzje MAO i jego podwładnych doprowadziły jednak do tego, że rewitalizacja przy takich narzuconych założeniach technicznych była skazana na niepowodzenie. Naszym skromnym zdaniem było to zwyczajne marnowanie środków unijnych.

W dniu 14 marca 2014 r. Wykonawca [VIG] przekazał do wiadomości Zamawiającego wniosek skierowany do nadzoru autorskiego o zmianę technologii wykonania bariery fizycznej – zamiast ze ścianek szczelnych typu „Larsen” na ścianę szczelinową cementowo-bentonitową. Zamawiający, po uzyskaniu opinii nadzoru autorskiego i inwestorskiego nie wyraził zgody na zmianę technologii wykonania ścianek, co stanowiłoby istotną zmianę przedmiotu zamówienia określonego w SIWZ i postanowień zawartej umowy.

I dalej:

Kolejną zmianą technologii wykonania, zaproponowaną przez Wykonawcę [czyli VIG] była zmiana ilości i kodu osadów wydobywanych z dna stawu Kalina (pismo z dnia 19 marca 2014 r., skierowane do nadzoru inwestorskiego). Zamawiający po uzyskaniu opinii nadzoru inwestorskiego i autorskiego oraz po otrzymaniu stanowiska Instytucji Wdrażającej nie zgodził się na zmianę kodów
osadów dennych, zobowiązując Wykonawcę do realizacji zadania zgodnie z technologią przewidzianą w SIWZ.

Mówiąc wprost – VIG przeprowadził swoje badania „wody” i osadów stawu Kalina. Wykonawca zorientował się, że został wprowadzony w błąd, i w przypadku fiaska (czyli podczas przyjęcia wykonanych prac i zbadania np. stężenia fenoli etc.) nie dostanie ani złotówki. Czyli można postawić tezę, że gmina chciała, aby jakiś (sorry) frajer za friko wykonał roboty przy naszej turystycznej atrakcji.

Potwierdzają to nawet wyjaśnienia wiceprezydenta Karcza:

W złożonych wyjaśnieniach I Zastępca Prezydenta Świętochłowic podał, że Wykonawca zamiast rozpocząć realizację prac zgodnie z projektem od momentu przekazania placu budowy (10 lutego 2014 r.), czynności związane z realizacją zadania rozpoczął od kierowania do Gminy wniosków o zmianę w technologii wykonania najważniejszych elementów projektu w zakresie budowy: bariery fizycznej wraz z drenażem odcieków spływających z hałdy odpadów poprodukcyjnych, tymczasowej kwatery odwadniania osadów dennych wraz z systemem przelewów rurowych wód nadosadowych i drenażem odcieków, zmiany klasyfikacji w zakresie nadania kodu odpadu dla osadów dennych przewidzianych do wydobycia z dna stawu Kalina i ich odwodnienia w tymczasowej kwaterze odwadniania osadów. Wszystkie te działania ze strony Wykonawcy miały, zdaniem
składającego wyjaśnienia, wpływ na zaistnienie opóźnień w realizacji harmonogramu rzeczowo-finansowego.

O co chodzi z tymi kodami? Otóż uzyskanie akceptacji dla zmiany kodu osadów dennych pozwoliłoby na unieszkodliwianie osadów w cementowniach, bez konieczności transportowania ich do zakładu jednego z członków konsorcjum VIG w Gdańsku. Byłoby taniej.

Przypominamy, że ten toksyczny materiał był wożony przez całą Polskę. Nasz „ekolog” z Katowickiej chciał się podzielić „złotem z Kaliny” z mieszkańcami z innych regionów.

Ciąg dalszy ekologicznej inwestycji public relations skończył się tak, jak skończyć musiał:

W związku z niepodejmowaniem przez Wykonawcę prac związanych z budową bariery fizycznej wokół hałdy, tymczasowej kwatery odwadniania osadów oraz wywozu osadów wydobytych z brzegu stawu Kalina, w dniu 2 lipca 2014 r. Zamawiający wezwał Lidera konsorcjum firm do realizacji zadania zgodnie z zatwierdzonym projektem budowlano-wykonawczym oraz umową i załączonym do niej harmonogramem rzeczowo-finansowym pod rygorem odstąpienia od umowy.

Pomimo wezwania, Wykonawca nie przystąpił do dalszej realizacji inwestycji zgodnie z umową, lecz w dniach 5 i 8 września 2014 r. złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy. W odpowiedzi Zamawiający w dniu 22 września 2014 r. złożył oświadczenie o częściowym odstąpieniu od umowy wraz z wezwaniem
do zwrotu świadczeń wzajemnych i do zapłaty kar umownych.

Na koniec pytanie: członkiem jakiej partii jest Dawid Kostempski? No, i gdzie te jesiotry?

 

Bajki Delfina i kompanii

Kiedy kilka dni temu napisaliśmy o akcji komornika, który zajął na kontach świętochłowickiego magistratu milion złotych, prezydenta miasta o mało co nie trafił szlag. Szkoda.

Na dodatek jeszcze w Dzienniku Zachodnim (???) ukazał się artykuł, który mocno podrapał ego Kostempskiego. Czyżby również polskojęzyczny organ VerlagsGruppe Passau nie chciał umierać w oparach Kaliny za Dawida K.? Możliwe.

Wraca też sprawa „opiekunek”. I już nie „zaginą” dokumenty ani pisma z prokuratury, nieprawdaż panie radco?

pisemko

Od Delfina odcina się nawet PiS. Marek Palka, jak przystało na szefa śmiesznej zgrai zwanej radą miasta,  gorączkowo stara się zachować twarz. Chłop ma nadzieję, że mamy krótką pamięć. Błąd – mamy świetną pamięć. Mądrzejsi od nas mówili, że „raz kurwa – zawsze kurwa”. To naturalnie nie dotyczy pana Palki, ale lawirantów.

Czytamy tenże artykuł w DZ i chce nam się śmiać. Otóż nikt do tej pory nie zorientował się w konsekwencjach grożących kierownictwu magistratu za ten syf i wałki podczas rewitalizacji Stawu Kalina!

A przy okazji – panie Karcz, jak tam dzisiaj zeznania w sądzie w sprawie VIG?

Podpowiadamy:

Milion złotych, jakie zajął komornik trafiło do depozytu. Nie dostanie go VIG, ale także miasto będzie miało milionową dziurę w przeciekającym budżecie. Teraz milion dla budżeciku Świętochłowic to jak 10 mln kilkanaście lat temu;

Tenże milion złotych to kwota odpowiadająca wysokości gwarancji, jaka złożyła spółka VIG, kiedy wygrała pierwszy przetarg na rewitalizację Kaliny. Ciekawe jest to, że kasa zamiast procentować w depozycie na subkoncie Urzędu Miasta, to została wydana na podwyżki przed wyborami samorządowymi. Poszła podobno na podwyżki dla nauczycieli i strażników miejskich. Takie wydanie kasy jest naruszeniem przepisów;

Konta Urzędu Miasta świecą pustkami. Zablokowany milion oznacza, że gdzieś tych pieniędzy zabraknie. Stawiamy na to, że kasy nie dostanie szpital i szkoły;

Po Świętochłowicach krążą ekipy służb wszelakich. To tacy cichociemni, którzy swego czasu wpadli z wizytą do Mosia.

Jedni osobnicy z fan klubu Delfina są przesłuchiwani. Inni sami proponują rozmowę, podtykają ciekawe papiery i pendrajwy. A niektóre filmiki i nagrania są naprawdę ciekawe. Może nie tak ciekawe, jak te z balang u „Sowy i przyjaciół”, ale wystarczą do wyroków i rozwodów.